Orędzie heretyka

Bóg stworzył świat. Człowiek stworzył Boga.
Zastanawiam się czym obecnie jest dla mnie Boże Narodzenie. Nie jest już przecież tym, czym było kiedyś. Aspekt religijnie dosłowny przestał mieć znaczenie, bo i religijność się zmieniła.

Nie traktuję tego święta w sposób dosłowny. Nie ma sensu dochodzić czy kiedyś w stajni czy jaskini naprawdę przyszło na świat cudowne dziecko. Choć być może tak, być może przyjście tego dziecka na świat było emanacją boskiej energii, jedną z wielu emanacji tej jednej energii...

W to właśnie wierzę. W to, że istnieje coś potężniejszego niż człowiek. W to, że istnieje pewna siła, wobec której należy zachować szacunek, pokorę i która wymaga, by człowiek w swoim życiu dbał o elementarne uporządkowanie, o ujarzmienie wewnętrznego chaosu. Wyobrażenie sobie tej energii w postaci zhumanizowanego Boga jest w sumie czymś pozytywnym (o ile nie przybiera radykalnych form), pozwala bowiem objąć ludzkim rozumem coś, co w swej istocie wykracza poza możliwości przetwórcze prymitywnego, ludzkiego mózgu.

Modlitwa do Boga ma sens. Jak najbardziej ma. I przynosi rezultaty. Nie oznacza jednak od razu, że osobowy Bóg wysłuchuje próśb i je spełnia. Modląc się, usiłujemy ukierunkować energię - własną, cudzą i zewnętrzną (pozaludzką). A ponieważ wszystko w nas i wokół nas składa się z identycznych atomów, wierzę, że modlitwa może wywołać efekt motyla. Przede wszystkim ukierunkowuje jednak nasze własne działania - z pragnień tkamy naszą rzeczywistość, pocieszamy się i uzdrawiamy.

Świąteczną energia nie pochodzi z zewnątrz.
Sami możemy ją wyprodukować.
Czym jest więc dla mnie Wigilia? Czym jest Boże Narodzenie? Symbolicznie, jest oddaniem czci różnym przejawom tej wielkiej energii w moim życiu.

Praktycznie - jest momentem, w którym czas ulega zawieszeniu. Nagle przestaję się spieszyć, a sprawy, które w inne dni uznałbym za marnowanie czasu, w święta są jak najbardziej na miejscu.

W Wigilię i Boże Narodzenie nie odczuwam przepływu czasu, a przynajmniej - nie przejmuję się nim. Znika presja. Wreszcie mam czas, by być z innymi, ale także, by być ze sobą.

Ta bezczasowość to właśnie klimat świąt. Wcale na niego nie czekałem, a jednak - znów przyszedł o stosownej porze. Jest niezawodny. Zupełnie jak Święty Mikołaj ;)