Mapa i terytorium - Michel Houellebecq

"Potrzeba było zaledwie minuty i 29 sekund, żeby wyłonić zwycięzcę tegorocznej Nagrody Goncourtów" - czytamy na ostatniej stronie okładki. 

Czy tak jednogłośny werdykt jest równoważny ze stwierdzeniem, że "Mapa i terytorium" jest dziełem bliskim doskonałości? Arcydziełem literatury światowej, obok którego nie da się przejść obojętnie i którym wypada się zachwycić? Nie. "Mapa i terytorium" jest po prostu dobrą książką. Piekielnie dobrą, choć prawdopodobnie nie wybitną.


Zestaw integracyjny

Zacznijmy od tego, co dla bibliofila najważniejsze. Bez względu na to czy ktoś za prozą Houellebecqa przepada, czy wręcz przeciwnie, tę powieść bardzo dobrze się czyta. Przedzierając się przez kolejne kartki, zżerany byłem przez ciekawość następnych rozdziałów. A ponieważ te były krótkie, całą książkę przeczytałem zaskakująco szybko.

Nim się zorientowałem, miałem już za sobą wszystkie części - tę typowo Houellebecqowską (egzystencjalną), niezwykle dobrą kryminalną oraz znaną już z "Możliwości wyspy" - proroczą. To, czym autor "Mapy i terytorium" zaskakuje wobec swoich wcześniejszych dokonań, to literacka dojrzałość. Język tej powieści, jej konstrukcja - a więc aspekty techniczne, wskazują, że mamy do czynienia z pisarzem, który naprawdę dobrze opanował swój warsztat.

Dwie pierwsze części książki są tym, co czytelnicy wcześniejszych książek pisarza dobrze znają. Jest to doskonalsza pod względem formalnym, ale jednak, zsyntetyzowana wersja "Cząstek elementarnych", "Platformy" i "Możliwości wyspy". Mamy więc głównego bohatera, którym jest mężczyzna, człowiek słabo zsocjalizowany, ktoś o dużym potencjale twórczym, ale jednocześnie nie radzący sobie z prozaiczną codziennością.

Jed jest artystą. Najpierw fotografuje śrubki i nakrętki, potem mapy. Nie wie, czemu to robi. Nie tworzy żadnej ideologii, żadnego uzasadnienia dla swojej twórczości, za to świetnie wyręczają go w tym krytycy. Przez przypadek Jed poznaje Olgę, ona zaś, jako kobieta wpływowa, wprowadza go w artystyczno-biznesowe kręgi. Okazuje się, że mieć "właściwe kontakty" to więcej niż połowa sukcesu. Jed, choć wydaje się bezwiednym liściem, unoszącym się i opadającym tam, gdzie poniesie go wiatr, staje się w końcu malarzem sławnym i bogatym. Nie przynosi mu to co prawda szczęścia w życiu osobistym (jego ze wszechmiar udany romans z Olgą kończy się równie gwałtownie, jak się zaczął), sprawia jednak, że Jed nie musi przynajmniej martwić się sprawami finansowymi.

Autokarykatura

Pierwsze części książki to z pewnością niezła gratka dla Francuzów i frankofilów. Houellebecq odważnie poczynia sobie z paryskimi celebrytami, dokładnie ich obplotkowując i wtłaczając w głowy i usta swoich bohaterów to, co myśli o poszczególnych osobistościach. Jednocześnie narobił tym kłopotu polskiej tłumaczce (Beata Geppert), która postanowiła - mam wątpliwości, czy potrzebnie - zatopić czytelników w morzu przypisów wyjaśniających kto zacz.

Poza tym autor po raz kolejny okazuje się jednocześnie wielbicielem i krytykiem konsumpcyjnego świata, z jednej strony dokładnie i bez skrywania swej fascynacji opisując poszczególne wytwory kapitalizmu, z drugiej, odnosząc się do rzeczywistości z właściwą sobie mieszaniną złośliwości i pogardy.

Najbardziej kontrowersyjnym zabiegiem jest jednak umieszczenie w powieści samego autora. Michel Houellebecq uczynił siebie jednym z bohaterów, niestety, ze średnim skutkiem. Pisarzowi wyraźnie zabrakło do siebie dystansu. I nie chodzi wcale o to, że przedstawił swoją osobę zbyt poważnie. Nie, tyle, że próby ukazania, z jakim to poczuciem humoru Houellebecq traktuje samego siebie i jak lekko rozprawia się z tym wszystkim, co mu się przypisuje, przybiera postać literackiej karykatury, groteski. Houellebecq odgrywa własną rolę i robi to manierycznie.

Do tego nieustanne używanie jako zamienników określeń "powiedział autor Cząstek elementarnych", "stwierdził autor Platformy" itd. przypomina stosowanie reklam kontekstowych Google Ad Words, w tym wypadku w celu promowania wcześniejszych prac autora. Sorry, panie Houellebecq, ale to akurat wypadło żałośnie.

Kryminał Houellebecqa

"Obiektywnie" najlepsza w tej powieści jest część trzecia. To zaskakujące o tyle, że w tej właśnie części pisarz po raz pierwszy zmierzył się z kryminałem. Efekt jest naprawdę dobry. Historia śledztwa w sprawie zabójstwa Michela Houllebecqa zawiera stosunkowo mało dygresji o charakterze uniwersalnym. Autor skupił się w niej na opowiadaniu historii, przy okazji fantazjując o tym, jakie mogą być reakcje na jego śmierć, w jaki sposób zostanie zapamiętany i co po sobie pozostawi. Houellebecq podsumowuje swoje życie i rozlicza się z samym sobą, ale to na szczęście nie wypada już pretensjonalnie.

Śledztwo komisarza Jasselina może przypominać trochę skandynawskie kryminały, w których policjanci nie zawsze są sympatyczni, a ich życie osobiste bywa mocno skomplikowane. Jak jednak można się spodziewać, francuski autor nie pozwolił sobie na zadowolenie czytelnika jakimś łatwo przewidywalnym rozwiązaniem kryminalnej zagadki. Odnajdziemy ją dopiero w obszernym epilogu, w którym zresztą finał sprawy będzie miał poboczne znaczenie wobec znów powracających i nasączonych egzystencjalnymi wątpliwościami przeżyć Jeda.

Śledząc wątek kryminalny, w pewnym momencie odkryjemy także zainteresowanie Houellebecqa twórczością Therryego Jonqueta, autora "Tarantuli". Później okaże się, że wyrażona przez jednego z policjantów pochwała kryminałów tego autora to nie tylko niewinny wtręt, ale i nawiązanie do rozwiązania zagadki.

W epilogu pojawia się również próba przewidywania przyszłości, ponieważ Jed żyć będzie jeszcze kilkadziesiąt lat po czasach nam współczesnych, czyli tych, w których - wg Houellebecqa - upadł kapitalizm, a kryzysy pojawiały się jeden po drugim. Pisarz przewiduje m.in. dalszą ekspansję ekonomiczną Chin i upadek zakładów produkcyjnych w Europie. Wróży także, że odżyje moda na to, co ludowe i tradycyjne.

Na marginesie

W całej powieści można odnaleźć także wątki "polskie", przy czym Houellebecq najwyraźniej nie ma o naszych rodakach dobrej opinii. Polska to jeden z ostatnich (czyt. zacofanych) państw, w których wytwarza się żeliwo, polski beton jest marnej jakości, a kelnerzy-Polacy nie są w stanie pojąć, że wino przed podaniem należy schłodzić. Przytaczam to oczywiście tylko jako ciekawostkę, bez znaczenia dla całej powieści.

Do minusów "Mapy i terytorium" zaliczyłbym natomiast manierę autora do zbyt obszernego streszczania mało istotnych treści. Houellebecq lubi się pochwalić tym, że dokładnie poznał zasady działania aparatów fotograficznych, zapoznaje też czytelnika z niektórymi teoriami z dziedziny sztuki. Często nie pełni to niestety żadnej ważnej roli poza "spulchnianiem treści".

Moje zastrzeżenia nie psują jednak ogólnego wrażenia - a to jest dobre. "Mapa i terytorium" pewnie nie będzie moją ulubioną książką Houellebecqa, ale gdybym próbował oceniać ją w kategoriach wyłącznie literackich (a nie emocjonalnych), musiałbym przyznać, że to chyba jednak jego najlepsza książka. Wyraźnie przy tym dostrzegam zależność, że im mniej uwagi pan H. poświęca samemu siebie, tym lepsze skutki przynosi to jego twórczości.

Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z dobrą książką, piekielnie dobrą. A jest przecież oczywiste, że dzieło z piekła rodem nie może być synonimem doskonałości. Wtedy bowiem musielibyśmy mówić o książce "anielsko dobrej", a trudno uznać Houellebecqa za wysłannika niebios... Chociaż, kto wie? Jego skłonność do straszenia złymi skutkami rozpasanej wolności niektórzy uważają za znak, że Houellebecq bardzo dobrze mógłby sobie poradzić także w salce katechetycznej.



Wyrwane z kontekstu:
- "ojciec nie był nadmiernie zainteresowany szczegółami z życia innych ludzi, nie bardziej niż większość mężczyzn"
- "Jed nie był już młody; prawdę mówiąc, nigdy nie był młody, ale miał stosunkowo małe doświadczenia"
- "tematyka najwyraźniej nawiązywała do Afryki współczesnej: wszystkie postacie były w stanie agonii lub wzajemnie się masakrowały przy użyciu maczet i kałasznikowów"
- "Między Wigilią a Nowym Rokiem, dwoma ważnymi momentami w relacjach handlowych i międzyludzkich, upływa niekończący się tydzień, właściwie wielka czarna dziura, a świat gwałtownie ożywa dopiero trzydziestego pierwszego wieczorem"
- "Czasem kilka sekund wystarcza, aby nie tyle zdecydować o całym życiu, ile określić charakter jego głównego kierunku"
- "wszelka działalność, wspaniałomyślna i pozornie bezinteresowna, stanowi kompensację problemów w życiu osobistym"
- "upór jest być może jedyną zaletą, jaka się liczy nie tylko w zawodzie policjanta, ale również w wielu innych, przynajmniej w tych, które łączą się z pojęciem  p r a w d y"
- "bogactwo przynosi szczęście tylko tym, którzy zawsze żyli w pewnym dostatku i od dzieciństwa są do tego przygotowani"
- "Z własnej starości zdajemy sobie sprawę poprzez nasze relacje z innymi i za ich pośrednictwem; sami mamy zawsze skłonność do postrzegania siebie jako nieśmiertelnych"