Pornografia jest nieustannie na celowniku, ale głównonurtowe filmy pokazujące masowe mordy już nie. Czyn wojenny jest wręcz wychwalany. Młodzi ludzie zabijający obcych na wojnie lub innej "operacji pokojowej" to bohaterowie. Gdy jednak zaczną przeglądać materiały pornograficzne, nagle stają się podejrzanymi zboczeńcami.
Zawsze mnie to zastanawiało. Z jednej strony zestawianie w jednym rzędzie współżycia płciowego i filmów pokazujących morderstwa, z drugiej, traktowanie w dyskursie publicznym sfotografowanego lub sfilmowanego seksu jako niebezpieczniejszego, straszniejszego, bardziej zagrażającego młodzieży (i społeczeństwu w ogóle) niż sceny zabójstw z filmów kryminalnych, wojennych, czy w najostrzejszej wersji - z horrorów. Dlaczego odcinanie części ciała piłą mechaniczną mieści się w kategoriach społecznie dopuszczalnych, ale już pokazywanie penisa podczas wykonywania jego naturalnej czynności - nie?
Nie da się tego uzasadnić w sposób, z jakim występują najczęściej wrogowie pornografii. Nie da się udowodnić, że drugie jest bardziej szkodliwe niż pierwsze. Próbowano co prawda wykazać, że oglądanie ostrej pornografii może zachęcać widzów do gwałtów, ale nawet gdyby uznać to za prawdę, to czy w takim razie oglądanie filmów o mordercach nie powinno czynić z widzów morderców?
Lech M. Nijakowski w swojej socjologicznej książce zwraca na te kwestie uwagę. I wykazuje, że w społecznym piętnowaniu pornografii, a nawet w próbach naukowego udowadniania jej szkodliwości nie chodzi ani o ochronę kogokolwiek przez zgubnym wpływem wyuzdanych obrazów, ani o uczciwą naukową analizę wpływu pornografii na jednostki i grupy. Wciąż chodzi o to samo - o tabu.
Scena, w której jeden człowiek strzela do drugiego, a tym bardziej scena, w której ktoś odrąbuje komuś rękę, nie mają na psychikę widza lepszego wpływu niż np. scena pieszczoty oralnej. Mogłoby się nawet wydawać, że taka pieszczota jest drobiazgiem wobec okrucieństwa zabijania. Jednak obraz pokazujący zabijanie nie narusza tego, co w naszej kulturze stanowi tabu, natomiast prezentacja seksu, choć dziś tak rozpowszechniona w internecie, wciąż wzbudza zmieszanie, zażenowanie, zakłopotanie - to dlatego trzeba pornografię zniszczyć, pokonać, wyeliminować.
Nie, naprawdę nie chodzi o jakąkolwiek szkodliwość.
Nijakowski oczywiście nie postuluje, by pornografię oglądać. Stara się możliwie rzetelnie wykazać korzyści i uszczerbki, do jakich pornografia może prowadzić. Nie ma oczywiście żadnego sensu, by obsceniczne obrazy oglądał ktoś, kto sobie tego nie życzy. Proporcjonalnie pewnie stosunkowo niewielki odsetek społeczeństwa będzie wył z rozkoszy na widok kobiety sikającej na partnera lub mężczyzny porażanego prądem - Nijakowski wiele miejsca poświęca takim właśnie, dość skrajnym gustom. Wskazuje jednak na zgubność nadmiernej penalizacji. Dziś np. panika przed pedofilią prowadzi do tego, że zgodnie z europejskim i polskim prawem nawet osoba, która ołówkiem naszkicuje młodo wyglądającą osobę w skąpym odzieniu i z zalotnym spojrzeniem, może odpowiadać karnie za szerzenie dziecięcej pornografii.
W pierwszej częśći autor prezentuje rozwój pornografii od starożytności po czasy współczesne. W drugiej omawia wybrane jej obszary: sadomasochizm, fetyszyzm medyczny oraz pedofilizację przestrzeni publicznej. Szczególnie rozdział "fetyszyzm medyczny a biowładza" wart jest uwagi. Nijakowski okazuje się w tym miejscu szczególnie wnikliwym obserwatorem, dostrzegającym jak współczesne zjawiska społeczne (np. wzrost autorytetu medycyny i ekspertów w ogóle) ogniskują się w pornograficznej percepcji.
Najsłabszą stroną książki okazuje się jej strona badawcza. Autor wiele miejsca poświeca opisaniu metod, jakimi badana może być pornografia, swoje badania sprowadził jednak do kilku wywiadów pogłębionych. Do tego cytuje je bardzo skąpo.
Mimo tego "Pornografia" jest lekturą naprawdę interesującą, dostarczającą wielu materiałów do refleksji i dyskusji. Z pewnością warto polecić tę książkę wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób interesują się tematem - w tym szczególnie zwolennikom... całkowitego zakazu pornografii.

0 kom.:
Prześlij komentarz