Być może jest to diagnoza smutna, bo mówiąca o jakimś zmierzchu literatury czytanej dla przyjemności, rozwijającej wyobraźnię, opierającej się na fantazji. Z drugiej strony, nie musi być tak wiecznie - z pewnością wiele będzie jeszcze książek, które poruszą masową wyobraźnię i sprawią, że moda na czytanie powróci (choćby na chwilę).
Słowa Zadie Smith to po prostu stwierdzenie faktów, określenie sytuacji obecnej. Sam również odczuwam ich prawdziwość.
Są oczywiście powieści, na które czekam - są to jednak dzieła autorów znanych, już odkrytych, co do których wiem, czego mogę się po nich spodziewać. To pierwszy objaw oszczędzania czasu. Niewiele osób ma go tyle, by przedzierać się przez gąszcz nikomu nieznanych nazwisk i sprawdzać, czy wśród nich nie ma autora czegoś naprawdę interesującego.
![]() |
| W dzisiejszym, szybkim życiu, non fiction wymiata literaturę |
Jeśli mam racjonalnie wybrać, na co przeznaczę swój czas - na powieść, której fabuła jest zmyślona, czy na literaturę non-fiction, ostatnio częściej wybieram to drugie. Socjologiczna "Pornografia", reporterska "Witajcie w raju", biznesowa "Pulapki small biznesu" - to książki, które zajmowały mnie w ostatnim czasie. Niby jest wśród nich także "Perła" z nowej, erotycznej serii W.A.B., ale przez miesiąc przeczytałem ledwie kilkanaście stron. Powieść leży i czeka aż nie będę miał do czytania czegoś "ważniejszego"...
Skoncentrowanie na książkach usiłujących opisać istniejącą rzeczywistość przekłada się również na moją twórczość. Jeśli mam pisać rzeczy, które zaspokoją moje literackie potrzeby, ale siłą rzeczy, są pisane bardziej dla mnie niż dla czytelników, którzy tak jak ja, nie mają czasu na fikcję, a mogę ten sam czas przeznaczyć na przygotowanie tekstu praktycznego, po który odbiorcy chętnie sięgną, ponieważ pomoże im rozwiązać nurtujące ich problemy, większy sens dostrzegam w tym drugim pisaniu.
To autor jest dla czytelników, nie czytelnicy dla autora.
Nie ma nic złego w pisaniu ambitnej literatury, nie ma nic złego w rozwijaniu warsztatu i zdobywania szczytów literackiego wyrafinowania. Osoby piszące powieści, opowiadania, czy tym bardziej poezję, powinny mieć jednak świadomość, że robią to przede wszystkim dla siebie. Nie dla zarobku, nie dla sławy, ale z wewnętrznej, nie dającej się zaspokoić w inny sposób potrzeby. Niech więc nie utyskują, że świat jest zły, kiedy nie chce czytać ich wypocin, że czytelnictwo upada, skoro tak niewiele osób uważa ich arcydzieło za warte uwagi. Jeśli robisz coś, o co inni wcale Cię nie prosili, nie miej pretensji, że nikt tego potem nie chce.
Sam pewnie nie przestanę zajmować się literaturą. Lubię pisać i to jest to, co mnie napędza. Rzeczywistość jednak skłania do tego, by pasja pozostała pasją, a nie głównym nurtem działalności. Stąd też wśród moich książek wydanych już wkrótce znajdzie się nie powieść, a poradnik pt. "Sprytny biznes". Po nim zaś będą następne.
Pisanie książek tego typu również daje wiele satysfakcji. Ta satysfakcja bierze się z poczucia realnego wpływu na postawy i zachowania czytelników. Książka praktyczna, to publikacja, która motywuje, podpowiada, sprawia, że ktoś zaczyna realizować swoje pomysły i żyje pełniej. Pisanie takich książek to również twórczość i radość, można powiedzieć, że wręcz pozytywistyczna.
O ile pisanie stricte literackie jest skierowane do wewnątrz, jest przekładaniem własnych emocji, pomysłów, wyobraźni, na plastyczny język, o tyle non-fiction jest ukierunkowane na zewnątrz - na czytelnika, na jego potrzeby. Tak, to podstawowa różnica.
Być może odczuwa ją także czytelnik i dlatego właśnie chętniej dziś sięga po książki, które ktoś napisał właśnie dla niego, niż po te, które autor tworzył, by zaspokoić potrzeby własne. Wszyscy mają dość kręcących się wokół własnej osi egocentryków.
Autor, który woła "zajmijcie się mną" pozostaje bez szans w sytuacji, gdy każdy z jego czytelników krzyczy to samo. W końcu nie tylko autor, ale i czytelnik chciałby stać się słońcem, wokół którego zakręci się ziemia.

3 kom.:
Witaj Marcin!
Bardzo ciekawa analiza i pewnie jest w niej sporo racji, ale ja widzę pewien błąd w założeniach.
"O ile pisanie stricte literackie jest skierowane do wewnątrz, jest przekładaniem własnych emocji, pomysłów, wyobraźni, na plastyczny język, o tyle non-fiction jest ukierunkowane na zewnątrz - na czytelnika, na jego potrzeby."
Cóż, jest i tak, i nie do końca. "Pisanie stricte literackie", które znajduje swojego czytelnika, równocześnie spełnia i trafia w jego potrzeby. Po pierwsze nie każdy ma potrzebę (i kondycję;) do ciągłego rozwoju i powiększania wiedzy. Ludzie często sięgają książkę w celach czysto rozrywkowych, czy to jest jest kryminał, romans, czy coś ambitniejszego, zależy kto przy czym wypoczywa. Nie wiem czy minął czas "wymyślonych historii", bo ten sam "zmierzch" dotyczyłby kina, czy choćby seriali. Dla mnie znacznie ważniejsze jest kryterium historii dobrze opowiedzianej, a nie prawdziwej czy nie.
Po drugie, w niektórych kręgach wciąż częścią edukacji i własnego rozwoju jest bycie na bieżąco ze współczesną literaturą i świetne rozeznanie w klasyce.
Zatem założenie, że literatura piękna zaspokaja tylko potrzeby autora, jest moim zdaniem błędne. Autor zawsze pisze dla czytelnika (pomijam tu pisanie dla szuflady).
Z drugiej strony, przedstawianie literatury poradnikowej, jako czegoś co spełnia potrzeby jedynie czytelnika, jest też według mnie nieścisłe. Dzielenie się swoją wiedzą czy przedstawianie swoich teorii, lub - wreszcie - oczekiwanie na dochód jest też zaspokajaniem własnych potrzeb autora ;)
Czara - dzięki za obszerny i interesujący komentarz :)
Oczywiście mój wpis jest prowokacyjnym uproszczeniem. Nie przedstawiam tutaj wszystkich możliwych wariantów. Zwracam jedynie uwagę na fakt, że wobec zalewu wymyślonych historii i wobec kurczącego się czasu (nawet jeśli jest to jedynie psychologiczne wrażenie), ludzie zwracają się ku książkom bardziej praktycznym. Obserwuję taką tendencję, ale od każdej tendencji jest mnóstwo odstęp.
Nie mam nic przeciwko czytaniu ani pisaniu literatury pięknej. Jestem nawet jak najbardziej za! :)
Drażnią mnie jednak literaci, którzy obrażają się na cały świat za to, że tłum nie rzucił się z uwielbieniem na ich wiekopomną powieść :]
Być może zbyt wiele myśli chciałem zebrać w zwartą notkę...
Marcin, ja czytam za każdym razem choć się mało odzywam.
Zgadzam się - w całym tym wielkim chórze, jakim jest literatura, obrażanie się, że nikt nie usłyszy naszego głosiku jest śmieszne. Myślę jednak, że warto w nim śpiewać, nawet jeśli nigdy nie zostanie się ani solistą, ani nawet głosem wiodącym.
(teraz się wydało, że o chórze wiem, tyle co o pisaniu, czyli niewiele;)
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia zarówno w fiction, jak i w "non"!
Prześlij komentarz