"Debiutanci" to film mądry - oto najkrótsze podsumowanie, jakie przychodzi mi do głowy. Mądry, bo padają w nim słowa, które nie są banalne. Mądry, bo nie ma w nim bohaterów przebojowych, ani przemądrzałych. Mądry, bo pełen pokory wobec losu i wobec ludzkiej natury.
Sądziłem, że ten obraz będzie odważniejszy, że w Polsce może odrobinę szokować, że będzie prowokacyjny jak filmy Almodovara. Sam opis filmu wydaje się na to wskazywać.
Bohaterami są zbliżający się do czterdziestki Oliver, jego 75-letni ojciec - Hal, a potem także Anna. Oliver zastanawia się, co jest z nim nie tak. Choć czas pędzi nieubłaganie, on nie potrafi stworzyć żadnego długotrwałego związku. Nie jest bawidamkiem, nie zmienia kobiet jak rękawiczki - w swoim życiu miał cztery poważne związki - ale nie wiedzieć czemu, w pewnym momencie każdy z nich po prostu się kończył. Rozmyślania na ten temat przybierają na sile po śmierci matki, zarówno pod wpływem związanych z nią wspomnień, jak i - w szczególności - z powodu nieoczekiwanego wyznania ojca, który stwierdza, że... jest gejem.
Jeśli "Debiutanci" mają być komedią, to właśnie z powodu historii Hala - starszego pana, który postanawia odnaleźć prawdziwego siebie. Jest chory, zostało mu niewiele życia, nie ma więc nic do stracenia. Ostatni okres życia postanawia przeżyć zgodnie z prawdziwą naturą. Włącza się do ruchu gejowskiego, chodzi do klubów, znajduje znacznie młodszego od siebie partnera... Reżyser nie uległ jednak pokusie, by pokazać to w sposób, który bohatera ośmieszy lub przejaskrawi seksualny aspekt jego przygód. Hal nie jest niedojrzałym starcem, ale człowiekiem, który chciałby sprawdzić, jak to jest być sobą - wreszcie bez udawania i bez robienia na siłę dobrego wrażenia.
Oliver nie protestuje przeciwko "nowej" naturze ojca. Nie walczy z jego ujawnioną tożsamością. Sam nie wie, co jest dla kogo dobre. Przypomina sobie dzieciństwo, oddalenie matki i ojca, próbuje zrozumieć jak Hal musiał czuć się przez tych kilkadziesiąt lat małżeństwa i jaki wpływ relacje między rodzicami miały na ich syna.
W tym filmie nikt nikogo nie oskarża, każdy każdego próbuje zrozumieć. Kiedy Oliver poznaje Annę, kiedy zakochuje się w niej, kiedy ma nadzieję, że spędzi z nią resztę życia, nie protestuje na wiadomość, że dziewczyna przenosi się z miasta do miasta i tym razem pewnie również nie zagrzeje miejsca na długo. Kiedy jednak Anna zgadza się zamieszkać z Oliverem, tym razem ona nie ma do niego pretensji o to, że człowiek, którego pokochała, nie potrafi tego związku utrzymać.
Każdy z bohaterów jest na swój sposób samotny, pomimo że stara się być uważny, zainteresowany i otwarty wobec ludzi wokół. W gruncie rzeczy jest to film o kilku dobrych ludziach, którzy nikomu źle nie życzą, starają się być empatyczni wobec innych, ale wciąż nie potrafią zrozumieć samych siebie.
Świat dzieli się na tych, którzy wciąż jeszcze nie są szczęśliwi oraz na tych, którzy wierzą w magię. Coś podobnego mówi Anna, gdy przez okno próbuje objąć wzrokiem całe miasto. Anna i Oliver tak jak wszyscy inni w tym mieście chcieliby, by im się ułożyło. Ale tak jak inni, oni również nie wiedzą, czy i kiedy to nastąpi, ani po czym poznać, że już się udało.O dziwo, jedynym przebłyskiem spełnienia, jaki pojawia się w tym filmie, jest radość w oczach starego ojca. Czyżby właśnie on znalazł szczęście? Nie, jeśli miałoby to być długofalowe, stabilne spełnienie. Tak, jeśli szczęściem jest radość przeżywania kolejnych chwil zgodnie z tym, co naprawdę nas cieszy, bez przesadnego dumania, intelektualizowania itd. I może w tym właśnie tkwi nadzieja, że historia Olivera i Anny skończy się happy endem. Być może wystarczy, jeśli zamiast oczekiwać niewiadomo czego, po prostu dadzą sobie szansę.


0 kom.:
Prześlij komentarz