Rytualnie zabieram się do pracy...

Jeśli piszesz, jeśli lubisz pisać, jeśli podejmujesz pisarskie próby przez jakiś czas, w końcu pisanie staje się rodzajem psychicznego uzależnienia. Uzależnienie najłatwiej sprawdzić, postanawiając sobie czasową abstynencję.


Jeśli naprawdę chcesz pisać (lub zajmować się jakąkolwiek inną twórczością) , znajdź swój własny rytuał (choćby związany z porannym piciem kawy), który będzie nadawał stały rytm Twoim działaniom

Należę do ludzi, którzy odczuwają ten brak, gdy przez długi czas nie mają do czynienia z twórczą stroną tekstu. Owszem, zdarzało mi się również odczuwać przesyt, przeważnie wtedy, gdy redagowałem mnóstwo tekstów innych autorów, a moje pisanie ograniczało się do opracowywania nadesłanych materiałów tak, by przynajmniej nadawały się do publikacji. Wystarczy jednak, że odstawię lub choćby ograniczę pisanie na kilka tygodni, a głód wraca.

Wówczas zaczynam planować coś większego. Szukam pomysłów, robię notatki, układam sobie koncepcje, z których większość umiera śmiercią naturalną. Te pomysły na powieści i opowiadania, które wymyśliłem sobie zbyt dokładnie, upadały jako pierwsze - jaka to bowiem radość zasiadać do pisania, skoro wszystko zostało już wymyślone? Dobrze jest mieć ogólny plan działania, ale taki, który pozostawi odrobinę przestrzeni na małe szaleństwa, być może na to, co nazywane bywa weną.

Potem usiłuję narzucić sobie dyscyplinę i bywa to bardzo trudne. Trudne tym bardziej, że nie potrafię pracować nocą, najlepiej pracuje mi się rano, ale aby pracować rano, należałoby wcześniej obudzić się i wstać z łóżka.

Ale od kilku tygodni znów mi się to udaje. Najpierw zasiadałem przed komputerem, by nadać kształt mojemu polityczno-erotycznemu thrillerowi (choć do końca nie jestem pewien, czy coś z niego będzie). Jednak po kilku dniach zapadła decyzja w sprawie innego mojego pomysłu, zupełnie nieliterackiego. Wydawnictwo Onepress zaakceptowało mój wstępny projekt poradnika dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą. Błyskawiczna i pozytywna reakcja wydawnictwa na "Sprytny biznes" przekierowała mnie na nowe tory. Efekt jest taki, że na własną prośbę zostałem przyduszony krótkim terminem, w jakim muszę napisać książkę. Czy możliwy jest lepszy motywator?

Dzięki temu każdy dzień udaje mi się rozpoczynać od napisania krótkiego fragmentu. Dzięki temu, przy jogurcie i małej filiżance kawy, tworzy się pewien zwyczaj, przy którym chciałbym wytrwać. Mam nadzieję, że ukończenie książki nie zakończy porannego wstawania i że na długi czas pozostanę wierny temu rytuałowi. Myślę, że każdy, kto para się pisaniem powinien znaleźć swój własny system, dzięki któremu będzie mógł w konsekwentny sposób zajmować się swoją twórczością. Nie ważne, czy będziesz pisać wieczorem czy o poranku, przez jedną czy pięć godzin - ważne jednak, byś robił/a to możliwie regularnie.


2 kom.:

czara pisze...

Gratuluję :) A mogę zadać pytanie niedyskretne? O której wstajesz? ;)

Marcin Pietraszek pisze...

no tak, dla niektórych przecież "rano" oznacza czwartą, dla innych dziesiątą :) - ja staram się o szóstej :)