Wyobraźmy sobie, jak sławny byłby Jerzy Pilch, gdyby wystąpił w „Tańcu z gwiazdami” i na dodatek gdyby w finale pokonał Katarzynę Grocholę. Już? Wyobrażone? No, to właśnie kimś tak sławnym jest Ludwig – tytułowy bohater powieści Davida Albahariego.Ludwig nie występuje w „Tańcu z gwiazdami”, ale bez tego porównania trudno znaleźć odpowiednią perspektywę, bo przecież w Polsce nikt nie stał się jeszcze celebrytem tylko dlatego, że napisał jakąś książkę. Ale w powieści Albahariego Ludwig staje się ikoną masowej wyobraźni wyłącznie dzięki pisarstwu. Czy to możliwe, by Serbia aż tak różniła się od Polski? Czy pisarstwo w jej stolicy – Belgradzie ma aż tak wysoki status? Zapewne nie, ale czytelnik poznaje rzeczywistość nie taką, jaką ona jest, ale taką, jaką przedstawia ją snujący swą opowieść S, a tymczasem S ma obsesję na punkcie Ludwiga.
S opowiada swoją historię cały czas w pierwszej osobie i ani myśli oddawać głos innym bohaterom. W długich, czasem przeraźliwie długich zdaniach ciągle się powtarza, właściwie wciąż opowiada o tym samym, nakręca się i nie potrafi przerwać błędnego koła własnych myśli, które podtyka pod nos bezradnemu czytelnikowi, skazanemu na wysłuchanie tej rozpaczliwej spowiedzi człowieka zdradzonego i oszukanego.
To, co ma nam do powiedzenia S, właściwie można streścić w jednym zdaniu. S opowiadał Ludwigowi o książce, jaką zamierza napisać, ale to Ludwig wydał książkę, w której znalazło się wszystko to, co zamierzał zamieścić w swojej S. Mówiąc inaczej – Ludwig dokonał plagiatu spisując pomysły swego wiernego przyjaciela i podając jako swoje, a co gorsza, odniósł dzięki temu niesłychany sukces. S nie potrafi się z tym pogodzić. I to już wszystko.
Właściwie całą akcję czytelnik poznaje już na pierwszych stronach powieści. S zatacza jednak kręgi. Najpierw opisuje, że stało się A-B-C-D, a potem rozszerza okrąg, dodając elementy A1-B1-C1-D1. Przed czytelnikiem powoli odsłania się coraz więcej szczegółów wydarzeń, które już zna. Dzięki temu coraz lepiej poznajemy tło, coraz więcej drobiazgów rozjaśnia opowiadaną historię, krajobraz staje się coraz pełniejszy. I choć kręcimy się w kółko, niesamowite jest to, że autor książki nie zakręcił się w tym wszystkim, nie pogubił, wciąż nieomylnie wraca do porzuconych wątków i perfekcyjnie dba o porządek narracji. Jest obsesja, czytelnik czuje tę obsesję bardzo wyraźnie, ale nie ma chaosu.
Coraz szersze kręgi coraz więcej mówią o Ludwigu i o dziwnej relacji, która łączyła go z S. Narrator kilkakrotnie zapewnia, że ich przyjaźń nie miała nic wspólnego z homoseksualizmem, ale masaże i wspólne kąpiele wydają się przekraczać granice powszechnie przyjmowane w męskiej przyjaźni za dopuszczalne. Z czasem wychodzi na jaw, jak toksyczna była to relacja i jak bardzo nierówna. Pojawia się też wątpliwość, czy gdyby S kiedykolwiek napisał swą wymarzoną książkę (tę, którą napisał, a właściwie zanotował Ludwig) potrafiłby ją wypromować tak, jak uczynił to jego przyjaciel. A nawet – czy S w ogóle by ją napisał, czy jedynie do końca swych dni opowiadałby o chęci jej napisania.
Tłem dla rozważań S i niemym bohaterem tej powieści jest Belgrad. Jestem przekonany (choć nie mam na ten temat żadnych danych), że Belgradczycy znienawidzili za tę książkę Albahariego. Autor (a właściwie S) przedstawia bowiem stolicę Serbii jako prowincjonalną mieścinę o wielkomiejskich aspiracjach. I dla jasności precyzuje, że nie ma na myśli urody miasta, czy też czegoś ogólnego, ale jej jak najbardziej konkretnych mieszkańców – okrutnych, nietolerancyjnych, lubujących się w cudzych nieszczęściach. Belgrad to w tej powieści miejsce fatalne, najgorsze w jakim może przyjść człowiekowi żyć, ale też tak podłe, że nie sposób się od niego uwolnić.
W zakłamanym mieście mamy fałszywych literatów, którzy swą karierę zrobili plagiatując innych i właśnie ich Belgrad kocha najmocniej, ich darzy najbardziej bezwzględną miłością. Gdybym był Serbem, czytając zapewne podejrzewałbym, że Ludwig i S mają w Belgradzie swych zupełnie realnych odpowiedników, których Albahari, jakby przypadkiem, próbuje zdemaskować. Serbem jednak nie jestem, więc łatwo mi uznać, że to wszystko równie dobrze mogło zostać zmyślone.
Za co autor (który obecnie mieszka w Kanadzie) mści się na Belgradzie i tamtejszym światku kulturalnym, tego nie wiem. Wiem natomiast, że napisał bardzo dobrą powieść – niezwykłe studium człowieka opętanego obsesją, którego myśli wciąż kręcą się wokół spraw, z którymi, mimo nieustannego ich przerabiania, nie potrafi się uporać.
Kilka cytatów:
„Wspomnienia są jak powidła: po pierwotnej słodyczy zostaje tylko lepkość wokół ust.”
„Ktoś, kto nie ma tajemnic, nie ma też samego siebie, nie ma lepiszcza, które spaja jego osobę, czyni go tym, czym jest.
„[…] zło jest złem, nawet gdyby pochodziło od najlepszego człowieka […]”
„[…] w Paryżu albo Berlinie człowiek zawsze czuje, iż jest w wielkim mieście, podczas gdy w Belgradzie nigdy nie ma pewności, czy w ogóle jest w mieście, czy może w jakimś grajdole […]”
W.A.B, 183 str, cena 29,90 zł

0 kom.:
Prześlij komentarz