Szukam książek, które mógłbym docenić, którymi mógłbym się beztrosko zachwycić, dać się porwać i poczuć jak pochłania mnie wyśmienita fabuła, przy wcale nie gorszej formie. Niestety, trafiam na coś takiego..."Kronika umarłych" już zaczyna zdobywać pierwsze nagrody (Książka Zimy 2009/2010), a to daje podstawy sądzić, że zostanie nominowana także do Nike. Sięgnąłem więc po tę powieść z wielką nadzieją i... zaraz odłożyłem ją z nie mniejszym rozczarowaniem.
Daniel Odija ma pomysły - być może dobre pomysły fabularne. Zgrabnie opisuje swoich męskich bohaterów o imionach ewangelistów, ich problemy i rozterki. Jeśli ktoś jednak zapyta "czego więcej potrzeba?", odpowiem: wiarygodności.
Tę powieść rozsadzają drobiazgi i czynią z niej utwór nie do zniesienia. To nie fantasy, tu więc każda historia, każdy dialog, każda fantazja autora muszą być ujęte w dość ciasny, a dla Odiji najwyraźniej zbyt ciasny, kaganiec psychologicznego prawdopodobieństwa.
Jeśli autor chcąc odtworzyć wypowiedź typową dla policjanta, wymyśla tekst, który z ust policjanta nigdy by nie padł (znajdźcie dziś w Polsce takiego, który nadużywa słowa "obywatel"! - zapewniam, to nie te czasy), jeśli relacjonując spowiedź staruszki, wkłada w jej usta wypowiadane z wyczuwalnym dystansem teksty o "ruchaniu" w kościelnej ławce, jeśli opisuje kobietę, która zdecydowała się na operacje plastyczne, by podobać się mężowi, ale jednocześnie kobieta ta stwierdza, że właściwie jej nie przeszkadza, iż jest przez męża zdradzana, jeśli, jeśli, jeśli...
Tak! To drobiazgi! Ale czytelnik natyka się na nie co kilka zdań. Problemem tej powieści jest dość nieudane połączenie groteski i powagi. Nie wiadomo kiedy autor świadomie puszcza do nas oko, a kiedy obserwujemy jego nerwowe tiki.
Jeśli ta książka od pierwszej strony tonęłaby w oparach absurdu, jeśli miałaby być czymś żartobliwym, zabawnym, można wybaczyć efekciarskie naginanie rzeczywistości dla uzyskania większych kontrastów. Mam jednak wrażenie, że Odija chciał napisać coś poważnego, głębokiego, podskórnie odczuwanego jako prawdziwe. I to właśnie mu nie wyszło, a przynajmniej nie przekonało mnie.
Dlatego zastanawiają mnie pozytywne recenzje tej książki. Nie potrafię znaleźć odpowiedzi na pytanie, czemu krytycy w Polsce rozkoszują się historiami niby realnymi, ale nieprawdopodobnymi? Czy nie jest ważne, by czytelnik uwierzył w to, co czyta? Czy to już bez znaczenia? To jakaś polska specyfika, by wyróżniać książki, których żadnym sposobem nie da się umieścić w jednym zestawieniu obok Houellebecqa czy Jelinek, tzn. obok pisarzy, którzy mają wyrazisty styl i czasem korzystnie, ale czasem i drażniąco, wybijają się.
To oczywiście nie wina Odiji, że w Polsce wyróżnia się te powieści, które niczym szczególnym się nie wyróżniają. A skoro już tak jest, niech pan Odija na tym korzysta. Myślę, że nominację do Nike ma murowaną. A ja, póki co, ogłaszam wielki post. Kilkumiesięczny post (ponowny zresztą), polegający na powstrzymywaniu się od czytania powieści polskich autorów. Myślę, że wyjdzie mi to na zdrowie.
W.A.B., cena 39,90 zł, ale w Mentis taniej

1 kom.:
Paziński, Kruszyński, Bator, Rejmer, Varga - kończ to poszczenie i nadrabiaj zaległości :)
Prześlij komentarz