"Cockring", Maciek Miller




By zwykły sen stał się dla mężczyzny koszmarem, wystarczy, by ów pan przyśnił się sobie sam. Najlepiej jako nudny, łysiejący facet z brzuszkiem, niespełniony zawodowo, a do tego jako mężczyzna mający problem z potencją. Albo inna wizja: facet, obok którego pojawia się atrakcyjna dziewczyna, ale ona jest pielęgniarką, a on człowiekiem przykutym do wózka, niemal całkowicie sparaliżowanym.

Zresztą, i w tym drugim przypadku, największy problem polega na tym samym, co w pierwszym: on chciałby, ale nie może. To, że problemy mężczyzn pozostają w ścisłej zależności z ich poczuciem sprawności seksualnej lub jej brakiem, zauważają szczególnie ci, którzy nie mogą cieszyć się upragnioną bliskością z ukochaną (lub pożądaną) osobą. Do nich należą bohaterowie najnowszej książki Maćka Millera.

Powieść „Cockring” jest pozycją wartościową nie z powodu jej walorów językowych. Styl powieści jest oszczędny (żeby nie powiedzieć nijaki), a dialogi brzmią nienaturalnie. Do tego w dwóch miejscach autor pomylił (a redakcja i korekta tego nie poprawiły) imiona bohaterów! A jednak, mimo takiego niedbalstwa, książkę czyta się dobrze.

„Cockring” to bardzo męska powieść, choć nie mówi ani kowbojach, ani o harleyowcach. Jest męska we współczesnym, sfeminizowanym sensie. Pokazuje mężczyzn niepewnych swojej wartości, nie potrafiących rozmawiać o swoich problemach, ulegających presji znacznie bardziej wyzwolonych od nich żon, które na kłopoty mężów z ich męskością patrzą pobłażliwie, bardziej żałując siebie niż swych partnerów. Kult penisa, potencji, obowiązek (a to nie to samo, co przyjemność) doprowadzenia kobiety do orgazmu, wpływ impotencji na otoczenie mężczyzny, któremu ten problem się przydarza – Miller porusza tematy, które rzadko pojawiają się w polskiej literaturze pomimo, że trudno im odmówić psychologicznego i socjologicznego znaczenia. A to już coś.

Głównym bohaterem „Cockringu” jest Konrad Kurek, nijaki do bólu pan po czterdziestce, który utrzymuje się z pisania recenzji. W jednym z jego snów pojawia się nawet kobieca postać, która egzystencję Konrada niezwykle trafnie komentuje słowami: „jedni żyją, a inni to recenzują”. Pan Kurek nie ma bowiem w swym życiu zbyt wielu radości, a to, że nie układa mu się w łóżku z żoną, wydaje się zwieńczeniem całej masy niepowodzeń. To kropka nad i, wisienka na torcie, niestety, mocno wpływająca na ego bohatera.

Narastająca frustracja sprawia, że Konrad decyduje się na udział w badaniach nad nowym lekiem na impotencję. On i jemu podobni mają nadzieję, że magiczny plasterek, który mają testować, odmieni ich życie. Do cudownego środka odnoszą się tak, jak niektóre kobiety do wspaniałej wizji zgrabnej sylwetki, gdy ta najskuteczniejsza dieta wreszcie zadziała. Dla panów z „Cockringu” potencja stanie się podstawowym sensem i celem istnienia.

Przy okazji w powieści pojawia się także kilka innych modnych i nośnych tematów, takich jak wpływ rosnącej roli kobiet na osłabienie męskości mężczyzn, czy wątpliwości etyczne związane z działalnością firm farmaceutycznych. Autor popisuje się znajomością medycyny, a ponieważ jest absolwentem Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, nie ośmielę się polemizować z nim na tematy merytoryczne. 

„Cockring” to kwintesencja męskich lęków - to powieść, która mówi o męskich problemach z męskiej perspektywy. Szczególna, bo porusza temat, który w literaturze pojawia się najczęściej w kontekście żartów z seksualnej niemocy. Miller jednak, choć potrafi śmiać się z bohaterów, nie bagatelizuje ich cierpienia. Ten brak szyderstwa i poważne podejście do trudnych kwestii stanowią szczególną wartość powieści. 

I to uzasadnia fakt wydania tej książki w serii prozatorskiej Ha!Art-u, pomimo literackiej niedoskonałości pozycji.



Maciek Miller: „Cockring”, Korporacja Ha!Art, Kraków 2009, cena 29 zł, ale w Mentis taniej