Almodovar to kino emocji. Reżyser sam w sobie stał się marką kojarzoną z dziełami psychologicznymi, ale zarazem kontrowersyjnymi, gdzie na pierwszy plan wysuwają się sprawy trudnych relacji między bliskimi ludźmi oraz poszukiwania seksualnej tożsamości. Poprzednie filmy Almodovara, choć nie przypominały horrorów, potrafiły wcisnąć w fotel, silnie oddziałując na psychikę widza. Ale ten, kto w „Przerwanych objęciach” oczekiwał psychicznej pornografii, poczuje się zawiedziony.

„Przerwane objęcia” to już nie film buntownika, ale dojrzałego twórcy – reżysera, który mistrzowsko opanował sztukę opowiadania i realizowania kinowych historii. Trudno doszukać się w tym filmie formalnych zgrzytów, czy jakichkolwiek niedociągnięć. Może właśnie przez to, że ten film taki poukładany, nie wzbudza skrajnych emocji. To po prostu: bardzo dobry film, ale nie taki, który na wiele lat stanie się punktem odniesienia dla krytyków.
Film opowiada o filmowym twórcy - Mateo Blanco, publicznie występującym pod pseudonimem Harry Caine. Poznajemy go jako niewidomego scenarzystę, który pomimo swej niepełnosprawności wiedzie życie dość intensywne. Rolę reżysera zagrał Lluis Homar – w tym filmie to ewidentnie hiszpański odpowiednik Jacka Nicholsona. Bohater sprawia wrażenie cynika, który nawet ślepotę potrafi wykorzystać jako swój atut, zarówno wtedy, gdy podrywa młode kobiety (litościwe wobec dojrzałego pana z białą laską), jak i wówczas, gdy robi interesy w świecie filmowym, w czym pomagają mu stąpająca twardo po ziemi agentka Judit (Blanca Portillo) oraz jej syn.

Tak jest dziś, ale większa część filmu to opowieść o przeszłości. Poznajemy więc historię reżysera u szczytu formy (wtedy jeszcze widzącego), który chce zrealizować swój kolejny obraz, ale nie ma na to środków. I wtedy z nieba spada mu Lena (Penelope Cruz), kochanka znanego milionera, która szybko może załatwić pieniądze, ale pod dwoma warunkami – to ona zagra główną rolę w filmie, a jej zazdrosny sponsor zostanie producentem, a więc człowiekiem mogącym decydować o ostatecznym kształcie filmu.
Jak można się domyślać, uruchamia to skomplikowane koło wzajemnych zależności. Między reżyserem a aktorką rozwija się romans, zazdrosny producent szpieguje swą utrzymankę, a do tego celu wykorzystuje syna, którym i tak pogardza ze względu na jego skłonności homoseksualne. Akcja filmu nie jest więc sielska i radosna.
Miłość – pieniądze – zazdrość – władza – choć wątek skomplikowanych uczuć jest w „Przerwanych objęciach” zdecydowanie najważniejszy, a aktorzy (bez żadnych wyjątków) doskonale odzwierciedlają swoje role, warto zwrócić uwagę również na to, co dzieje się na marginesie akcji.

Almodovar pokazuje w tym filmie robienie innego filmu. I wydaje się być upartym w forsowaniu przesłania, że o tym, czy obraz będzie dobry czy zły mogą decydować sprawy, które widzowi mogłyby się wydawać mało istotne. Bardzo niewiele potrzeba, by zniszczyć coś, co jest potencjalnie dobre. Np. jeśli spośród wielu dubli danej sceny wybierzemy te najsłabsze, powstanie gniot. Między sukcesem a porażką granica jest bardzo cienka. Nawet najlepsze dzieło w rękach złośliwych lub marnych producentów może okazać się nic nie warte. Nie jest więc prawdą, że wszystko, co ważne zależy od reżysera, czy szerzej – od autora.
To, co ważne, zależy od okoliczności i ludzi pozornie dla nas mało istotnych. Także Mateo Blanco przez większą część filmu nie ma pojęcie, że stojąca w jego cieniu agentka odegrała w jego osobistej historii ważną rolę. Inna, niż świadczyłyby o tym domysły, jest też rola syna milionera, który pod koniec filmu przestaje być czystym usposobieniem negatywnego bohatera. U Almodovara nic nie jest bowiem jednoznaczne. Czerń i biel nigdy nie występują w postaci czystej. Zupełnie jak w życiu.
fot. wp.pl

0 kom.:
Prześlij komentarz