w pierwszych miesiącach tego roku „ładne duże amerykańskie dziecko” judy budnitz było chyba jedną z najchętniej recenzowanych książek w polsce. opinie, na jakie się natykałem, nie wyrażały co prawda euforycznego zachwytu, ale zachęcały, dawały do zrozumienia, że to lektura ciekawa i wartościowa. przyznaję – moje wrażenia są równie... ostrożne. niewątpliwie to dobra książka, ale jednak nie postawię jej na półce z ulubionymi lekturami.

002
„ł.d.a.d.” to - opisując ją najbardziej zwięźle - dziwna książka.
to zbiór opowiadań surrealistycznych i w pewnej mierze psychologicznych. to cechy, które mnie do tej książki przyciągnęły, ale potem wcale nie wprawiły mnie w ekstazę.
wyprane z łatwego do określenia czasu i miejsca historie mogą budzić zaciekawienie, ale mają jeszcze jedno zastosowanie – wyodrębniają indywidualizm postaci z abstrakcyjnego tła. bo gdy akcja dzieje się w nieustalonej przyszłości, w nierealnym dla czytelnika otoczeniu, otoczenie to staje się jedynie bardziej lub mniej efektowną scenografią, na tle której występują prawdziwe postacie. ludzie zaś pozostają tacy sami w każdym miejscu i czasie.
psychologizm jednak również nie jest jednoznaczny. budnitz nie rozwiązuje żadnych kwestii, zadaje pytania, ale nie kwapi się z udzielaniem odpowiedzi. pokazuje ludzi i pewne fragmenty ich psychiki, ale niczego z tych kawałków nie buduje.
nie układa, nie analizuje, nie wskazuje kierunku, pozostawia interpretacje czytelnikom. a tym w większości nie będzie się chciało interpretować, bo autorka pozostawiła zbyt mało tropów. czytelnik lubi, gdy coś jest odrobinę niedopowiedziane, ale czuje się nieswojo, gdy tych niedopowiedzeń jest tak dużo, że można się zgubić.
003
trudno opisać „łdad”, bo te opowiadania nie mają jakiegoś jednego motywu przewodniego. nie mają czegoś, co by je ze sobą wyraziście, jednoznacznie łączyło. zamiast jednej grubej nici, na którą nawleczone zostały korale kolejnych historii, mamy nitki cienkie, prawie niewidoczne. być może bym ich nawet nie zauważył, gdybym nie zaplanował napisania tej recenzji. ale szukając, powoli odnajdowałem „lajf motywy”.
bohaterowie tych opowiadań najczęściej są samotni, choć fizycznie samotni nie są. ciągle jednak nie mogą podzielić się czymś z innymi. doświadczają czegoś, co nie pozostawia złudzeń - nie ma szans, by zostało to zrozumiane przez otoczenie.
gdy czytamy kolejne opowiadania, w pewnym momencie jeszcze nahalniej od osamotnienia wyłania się zło skrywane pod postacią pozornie dobrych intencji. wyrażenie „to dla twojego dobra”, które ma usprawiedliwiać zadawanie bólu, w różnych wariantach pojawia się w kilku tekstach.
jedną z odmian tego stwierdzenia są słowa „kocham cię taką, jaką jesteś”, którymi jedna z bohaterek karmi swoją siostrę, tłumacząc jej, że kocha ją pomimo, że ta jest niedorozwinięta, nigdy nie dojrzeje i nigdy nie znajdzie sobie mężczyzny. trudno mieć wątpliwości, że mówiąc tak, powiększa własne ego, ustawia siebie wyżej, uznaje siebie za doskonalszą, bardziej świadomą. kilka książek psychologicznych, które przeczytała staje się jej tarczą, ale i stosowaną bezlitośnie bronią.
podobnie zachowuje się pani z dalekiego kraju, która w innym opowiadaniu pozornie bezinteresownie chce wprowadzać kulturę do dzikiego państwa, ucywilizować dzikusów, nauczyć ich, co mają robić, by byli szczęśliwi, bo ona, jako bardziej świadoma, wie o tym z pewnością lepiej niż oni.
jedną z odmian tego stwierdzenia są słowa „kocham cię taką, jaką jesteś”, którymi jedna z bohaterek karmi swoją siostrę, tłumacząc jej, że kocha ją pomimo, że ta jest niedorozwinięta, nigdy nie dojrzeje i nigdy nie znajdzie sobie mężczyzny. trudno mieć wątpliwości, że mówiąc tak, powiększa własne ego, ustawia siebie wyżej, uznaje siebie za doskonalszą, bardziej świadomą. kilka książek psychologicznych, które przeczytała staje się jej tarczą, ale i stosowaną bezlitośnie bronią.
podobnie zachowuje się pani z dalekiego kraju, która w innym opowiadaniu pozornie bezinteresownie chce wprowadzać kulturę do dzikiego państwa, ucywilizować dzikusów, nauczyć ich, co mają robić, by byli szczęśliwi, bo ona, jako bardziej świadoma, wie o tym z pewnością lepiej niż oni.
nie ona jedna spośród postaci łdad wykorzystuje swoją przewagę do narzucania swojej woli i interpretacji sytuacji. nie ona jedna jest też biegła w samousprawiedliwianiu.
jest w tej książce sporo okrucieństwa, nie tylko psychicznego. tłem dla wydarzeń często staje się wojna, totalitaryzm, absurdalne decyzje władz.
004
tylko 12 opowiadań i aż 300 stron - to techniczna definicja powieściopisarstwa.
budnitz, choć napisała opowiadania, jest pisarką powieści. to się czuje, zauważa w kolejnych zdaniach. ona nie dąży do zamykania swych historii. rozwija je nieśpiesznie, dba o detale, nie lubi szybko.
podczas lektury trochę przypominała mi olgę tokarczuk; to zresztą, choć całkiem inny, to jednak również realizm magiczny.
005
na okładce polskiego wydania znalazło się hasło: „perwersyjna gra z wyobraźnią”. owszem, jeśli ktoś chce pograć, znajdzie w tej książce intelektualną szachownicę.
pionków musi jednak poszukać we własnej głowie.

próbki towaru: judy budnitz, ładne duże amerykańskie dziecko, znak 2009:
~ Wciąż jeszcze wydawało mi się dziwne, że muszę dzwonić do Misz, bo telefon oznacza dystans, a nasza rodzina była zawsze taka zżyta i splątana, że z trudem rozróżnialiśmy się nawzajem.
~ Wyobrażam sobie, że inni obgryzają mnie ze smakiem, kęs tu, kęs tam. Wystarczyłabym na tydzień dla pięcioosobowej rodziny.
~ Minęliśmy właśnie billboard z napisem: ODPOWIEDZIĄ JEST JEZUS. Ciekawe, jak brzmiało pytanie, jak sądzisz?
~ Joss był jak człowiek, który skacze z mostu, ale dopiero wtedy, gdy widzi, że ekipy ratunkowe są już na miejscu;
~ Nie można było stać zbyt blisko niej; wytwarzała wokół siebie silne, niemal widzialne pole neurotycznej energii.
~ Ja chcę chcieć tego, czego chcę – powtarza zawsze. – Nie zmuszajcie mnie, żebym zechciał czegoś, o czym nawet nie miałem pojęcia, dopóki nie zadyndaliście mi tym przed nosem jak marchewką.
~ Sprawiał wrażenie człowieka w cylindrze, nawet gdy nie nosił cylindra.
~ Nietoperze mają spłaszczone ryjki i spiczaste uszy, całkiem jak szatan.
~ Notuje: „Dziś pacjent wrzeszczał, że jeśli utnę mu nogę, zostanie połową człowieka. Nie zgodziłem się z nim, dodając jednak, że jeśli sobie życzy, mogę skrócić go jeszcze o kawałek – i uczyniłem znaczący ruch piłą. Nikt się nie roześmiał, strasznie nadęte tu towarzystwo. Chyba jedna Benita się uśmiechnęła”.
~ Do dziś, nawet po tym wszystkim, co widział, nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Co jest lepsze: stanąć wobec śmierci dobrowolnie i dumnie, z łatwością przejść do cienia, czy też trzymać się kurczowo życia, walczyć, znosząc najohydniejsze upokorzenia w imię paru oddechów więcej?
~ Do dziś, nawet po tym wszystkim, co widział, nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Co jest lepsze: stanąć wobec śmierci dobrowolnie i dumnie, z łatwością przejść do cienia, czy też trzymać się kurczowo życia, walczyć, znosząc najohydniejsze upokorzenia w imię paru oddechów więcej?
~ Nie traktowali tego jak zabawy czy dowcipu. Podobała im się słodka intensywność godzin bytowania na krawędzi życia, z uczuciem, że każda sekunda może być ostatnią. Wszystko, co w tym czasie robili, zdawało się zarazem bezcelowe i niezmiernie, monumentalnie ważne.
~ Nasi mężczyźni, nasi ojcowie; te dwa pojęcia zlały się w naszej wyobraźni, zrosły i zespoliły, aż stały się jednym – jednym mężczyzną, który przyjedzie i wszystko rozwiąże, i zgasi ten niepokój, który każe nam błąkać się po nocy.
Znak, normalna cena 29 zł, nienormalna cena - w Mentis

1 kom.:
Nie wiem, czy czytał pan książkę tej autorki "gdybym ci kiedyś powiedziała" ale myślę, że pomaga ona w interpretacji. Problemy osamotnienia, złożoności charakteru, kryzysu tożsamościu i szukaniu puknktu oparcia stają sie wyraźniejsze...
Prześlij komentarz